niedziela, 9 sierpnia 2015

Being in Africa is about feeling special.

Pobyt w  Afryce sprawia że czujemy się wyjątkowi, a takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Nie chodzi tutaj o takie wyjątkowy, ju hu! Tylko raczej o takie wyjątkowy, co jest grane? Nie jestem pewien czy w języku polskim mamy odpowiednie określenie wrażenie które, mam zamiar opisać, w języku angielskim doskonale oddaje to co mam na myśli słowo "special" za którym, może kryć się ktoś szczególny, wyjątkowy, bliski naszemu sercu, lub w jakimś stopniu zwyczajnie odstający od powszechnie przyjętego ogółu. Na przykład kolokwialnie mówiąc idiota, czy osoba mentalnie upośledzone. I również właśnie dzięki wieloznaczeniowości tego angielskiego "special" jest ono takie....wyjątkowe, ponieważ potrafi za razem oddać oczywistą prawdę jak i złośliwą uwagę, czy sprytnie przemyconą ironię. Tym czasem w naszym bogatym języku polskim, za pewno właśnie z przyczyn tego bogactwa, nie mamy określenie niosącego ze sobą tyle różnych treści za razem, a równocześnie adekwatnego do takiej sytuacji. Mam wrażenie że nasze "specjalny" nie mieści w sobie wystarczająco dużego hm, bagażu emocjonalnego? Chodzi mi tu raczej o różnorodność tych kryjących się za tym wyrażeniem odczuć i skojarzeń niż samą jego moc. Ale nie przedłużając, do sedna.
Pisząc o czuciu się specjalnym, mam na myśli znajdowanie się w typowych dla Afryki, niekiedy surrealistycznych, innym razem całkiem zwyczajnych sytuacjach podczas których, zdajemy sobie w pewnym sensie sprawę, (niekiedy nie chcąc tego wcale przyznać) że czujemy się wyjątkowi i "specjalni". Żeby było łatwiej opiszę kilka przykładów.
Stoimy na szczycie wzgórza, przed nami, w dole rozciąga się panorama na afrykańską równinę, tu jakiś zwierzak, tam jakiś zwierzak. Ciepłe promienie zachodzącego słońca i ostatni rzut oka na te dziką naturę po całym dniu safari. I ten szczególny moment przed zachodem i zapadnięciem zmroku. I myślimy sobie wówczas, że jest fajnie i w zasadzie to jesteśmy swojego rodzaju szczęśliwcami mogąc to oglądać, bo przecież nie każdy ma taką sposobność. Więc jest w tym jednak coś specjalnego. - Opisana powyżej sytuacja równie dobrze może rozgrywać się o poranku, w południe czy nad brzegiem jeziora itd.
Druga sytuacja i rodzaj specjalności jest znacznie bardziej trywialny i nie ma w sobie za grosz romantyzmu, aż cały ocieka obłudą, bleee. Brzeg basenu, albo leżak na osłoniętej, plaży nad brzegiem oceanu, ciemne okulary, znów ciepłe promienie słoneczne. Gdzieś z tyłu za nami budynek luksusowego hotelu, ewentualnie kameralny domek skryty w cieniu tropikalnych drzew. Popijamy drinka lub schłodzone piwko, bierzemy głęboki wdech luksusu i zasłużonego wypoczynku. Bo przecież ciężko na niego zapracowaliśmy. Całość obrazu zwykle dopełnia jakiś usłużnie uśmiechnięty miejscowy który w nieskazitelnie białej koszuli raz na jakiś czas sprawdza czy czasem nie cierpimy pragnienia i głodu w tych spartańskich warunkach. -  Mimo że nie chcemy się niekiedy do tego przyznać, to w takiej właśnie sytuacji czujemy się specjalni, w tym właśnie polskim, pełnym tego słowa znacznie. Kolonizator na swoim miejscu, na wygodnym leżaku czy hamaku skąd możemy z łatwości podziwiać swoje latyfundia.
Jest jeszcze inny rodzaj specjalności. Taka troszkę specjalność Europejczyka. Chodzi mi o to że poprzez inną szkołę życia jaką odebraliśmy, edukację oraz nasze korzenie i pochodzenie, niekiedy lepiej niż rdzenni mieszkańcy Afryki radzimy sobie z pewnymi sprawami. Szczególnie łatwo można to zobaczyć w kontaktach zawodowych, podczas pracy, ale również wykonywania rozmaitych czynności, w których zwyczajnie jesteśmy od nich z jakiegoś powodu ( nie koniecznie z ich winy) lepsi czy bardziej utalentowani. W tym wypadku jest to rodzaj zasłużonej specjalności, czujemy się wyjątkowi. Jednak nie w taki chełpliwy, egoistyczny sposób, jak wylegując się na hamaku. Ale z dumą spoglądamy w przeszłość na wcześniejsze pokolenia, które pośrednio nas ukształtowały oraz na bogatą historię i kulturę naszego kontynentu.
Nieco powiązane z tym jest czucie się specjalnym na widok bosego dziecka na mijanym poboczu. Tylko że w tym wypadku polskie słowo specjalny zupełnie nie oddaje tego uczucia. Chodzi o fakt docenienia tego że jednak urodziliśmy się, zupełnie co prawda niezależnie od nas, w szpitalnym łóżku a nie na klepisku maniaty. Doceniamy tą "wyjątkowość" naszego pochodzenia, w kontraście tego że nie każdy miał tyle szczęścia by od dziecka nosić buty i mieć co jeść. Statystyki mówią że jako europejczycy jesteśmy jednak mniejszością populacji świata wiec nielana wyczynem na starcie było wpasowanie się w tą Europejską kolebkę.- Tak więc mamy wyrzuty sumienia że, bez własnej zasługi mieliśmy łatwiej, lepiej, czyściej i cywilizowanej. Mamy wyrzuty sumienie że, w ogóle posuwamy się do takiego ujecie sprawy bo przecież to taki sam hjumen bijing jak i my, a ludzi nie wolno dzielić na lepszych czy gorszych, czy w ogóle kategoryzować. I z tych wyrzutów sumienia bierzemy olbrzymią walizkę pieniędzy i posypujemy jej zawartością Afrykę, mając wyrzuty sumienia że tylko tyle.
Jest cała masa takich, specjalnych momentów, można tworzyć całe listy i wydaje mi się że nie miały by one końca. Każdy kto kiedykolwiek spędził tu nieco czasu musiał doświadczyć ich przynajmniej kilka. Można być specjalnym, w ten właśnie idiotyczny sposób, jak to pozwolę sobie ująć "na Foresta Gumpa". Lądując w centrum jakiegoś zdarzenia, ceremonii i nagle orientujemy się że jesteśmy jedynym białasem w kilkusetosobowym tłumie, i prawdopodobnie tylko my nie znamy lokalnego dialektu w którym odbywa się cała heca. Stoimy i rozglądamy się z szerokim uśmiechem na twarzy, a w głowie pulsuje nam "co ja tu robie?". Czy gdy próbujemy coś komuś prosto objaśnić lub przetłumaczyć a wpadamy na jedną z tych kulturowych różnic i z wolna zdajemy sobie sprawę że nasza racja jest, zwyczajnie nieprzetłumaczalna gronu naszych słuchaczy. Niekiedy mimo tego że słuszność jest po naszej stronie to zaczynamy czuć się osamotnieni i "specjalni", w przeciwieństwie do naszych słuchaczy zjednoczonych ich niewiedzą.     
No i zabawne na koniec. Gdy idziemy ulicą a wszyscy uśmiechają się na nasz widok. A my dziarsko maszerujemy środkiem chodnika, szczerzymy się do wszystkich, machamy i odpowiadamy na każde pozdrowienie bo przecież powtarzane wszędzie w koło "muzungu" musi być pozdrowieniem w tym ichnim uroczym języku? A potem zaczynamy czuć się jak Forest Gump, podczas odwiedzin w Chinach na olimpiadzie sportowej, gdzie kazano mu chodzić z przywiązanym balonikiem i kartką z imieniem przypiętą do klapy marynarki, innymi słowy jak idiota. Bo zdajemy sobie sprawę że jesteśmy w kraju w którym wszyscy i na każdym kroku z nas szydzą i nas za naszymi plecami. Pastwiąc się nad naszą ułomnością lingwistyczną. Szukają tylko okazji by nas wykorzystać i wzbogacić się naszym kosztem i mimo przeświadczenie o naszej własnej wyjątkowości wcale za wyjątkowych nas nie uważają w swym podstępnym wyrachowaniu. - Osobiście w tej sytuacji by nie stać jak ten Forest Gump pośród tłumu Chińczyków i rozglądać się za zgubionym balonikiem, lubię sobie powtarzać że to zwyczajna zazdrość, i zdobyć się na krztynę wyrozumiałości. Bo przecież jak mówi przysłowie ,wyrozumiałość ludzka nie zna granic.             

***

Pytanie, zagadka, wiadomość do przemyślenia. Dziś podczas kolacji goszcząca u nas w Subukia parafianka, przybyła z wizytą na modlitwy z wybrzeża, Mombasy konkretnie. Przedstawiła dość ciekawą teorię, zaraz po tym jak opowiedziała nam okoliczności w jakich doznała objawienia i rozmawiał z nią bóg. Teoria idzie mniej więcej tak, cytat nie jest dokładny a zrodził się w kontekście rozmowy na temat Kenijskich polityków.

"Nie ważne czy mordował czy nie, czy jest dobry, czy nie, czy kradł i jest skorumpowany, czy nie, otóż objął to stanowisko. A skoro wszytko dzieje się z woli Boga to znaczy że Bóg zażyczył sobie, i sprawił żeby objął rzeczone stanowisko i zasiadł na tym tronie". Koniec cytatu. Różne rzeczy zdarzało mi się słyszeć przy tym stole ale ta Pani chyba wpisała się do top 10. Pomyślałem że to nawet zabawne w kontekście zaprzysiężenie właśnie w Polsce nowego Pana prezydenta i nastrojów towarzyszących minionym wyborom.     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz