A jak Allah.

Tym, co zaskoczyło mnie po powrocie do Kenii po mojej kilkuletniej absencji to to, jakie rząd (bo jak mniemam była to inicjatywa odgórna) przedsięwziął środki by podnieść poziom bezpieczeństwa. Byłem już przyzwyczajony do widoku uzbrojonych w długą broń policji i wojska, patrolowali oni powolnym krokiem wnętrza centrów handlowych lub też stali na warcie niedbale opierając się na skierowanej ku ziemi lufie przed punktami wymiany walut i bankami. Byłem jednak zaskoczony, gdy przy wejściu do jednego z takich zwyczajnych supermarketów zatrzymali mnie umundurowni pracownicy jednej z firm ochroniarskich z czarnymi, podłużnymi detektorami metalu i bóg wie czego jeszcze. Przyznam się, że broni się spodziewałem, ale tym to mnie zaskoczyli. Kontrola wchodzących na teren galerii handlowych została wprowadzona po tym, jak kilka miesięcy temu doszło do ataku terrorystycznego przeprowadzonego przez al-Shabaab, grupę somalijskich ekstremistów, wewnątrz jednego  z takich właśnie centrów handlowych (budynek nadal pozostaje w remoncie - wiem, widziałem). Grupa uzbrojonych mężczyzn wjechała na parking w samochodzie, po czym obrzuciła wejście do centrum granatami i wkroczyła do środka. Zamachowcy zabili sześćdziesięciu siedmiu zakupowiczów. Dokonali egzekucji na grupie turystów włoskiego i izraelskiego pochodzenia, których wcześniej wylegitymowali, dla pewności. Oficjalne informacje podawane w internecie mówią o osiemdziesięciu godzinach, podczas których rzekomo trwało oblężenie i próbach odbicia pozostałych zakładników. Nieoficjalnie wiadomo już, że zamachowcy opuścili centrum handlowe ukryci pośród wypuszczanych zakładników pod samym nosem policji i wojska. Następnie zaczęło się trwające dwa dni grabienie półek ekskluzywnych sklepów i bankomatów przez policjantów, którzy dostali się do środka. Następnie nachapani już policjanci, z racji swojej zamożności mogli sobie pozwolić na kilka dni wolnego, co zaowocowało wzrostem przestępczości. Ale wracając do samych terrorystów: ich działania sprawiły, że teraz ilekroć chce się wejść gdzieś na zakupy, jesteśmy kontrolowani przez znudzonego strażnika, który z profesjonalizmem przedszkolaka sprawdza wnoszone przez nas bagaże. Czy daje to jakiekolwiek efekty? Trudno stwierdzić, bo od tamtej pory nie dochodzi do zamachów wymierzonych w centra handlowe. Jednak niemal co drugi dzień słyszy się o ludziach ginących w kolejnych atakach. Od mojego przyjazdu doszło do przynajmniej trzech takich ataków, w których życie straciło około dwudziestu osób. Na wybrzeżu policja zatrzymała ponad trzydziestu młodych ludzi, którzy byli szkoleni na terenie meczetu i przygotowywani do prowadzenia działań terrorystycznych. Dowiedziałem się, że na terenie Tanzanii, w publicznej telewizji nawołuje się otwarcie do wojny przeciwko niewiernym (chrześcijanom). Na Zanzibarze, gdzie przeważa ludność muzułmańska, księży i misjonarzy już niemal nie ma gdyż wielu z nich zostało zamordowanych. W samym Nairobi coraz bardziej rosną wpływy muzułmańskie. Policja obawia się odwetu za zastrzelonych niedawno członków grup terrorystycznych. Dzielnica na której obecnie się znajduję South C jest w większości zamieszkana przez muzułmanów. Wielu z nich przeprowadziło się tutaj z Somalijskiego wybrzeża, porzucając pirackie rzemiosło na rzecz spokojnego życia w mieście. Islamska rewolucja, która przetacza się obecnie przez Afrykę nigdy jeszcze nie wydawała mi się tak realna, rzekłbym - namacalna.        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz