Kran z dolarami.

Na dobry początek coś z zamierzchłej przeszłości....
  
Warunki panujące w afryce, mam tu na myśli, ciągłe konflikty zbrojne. Uniemożliwiły rozwój silnej infrastruktury gospodarczej na tym kontynencie. Hamuje to rozwój gospodarki i przyczynia się do pogłębiającej się ,,biedy” w afryce. Oczywiście pozostają jeszcze inne czynniki takie jak warunki klimatyczne i dostępność czystej wody co utrudnia prace rolnikom i życie codzienne zwykłym ludziom. Bardzo duże znaczenie ma tutaj również  fakt że kraje afrykańskie mają bardzo wysoki wskaźnik korupcji.                                                                                                  Tą korupcją są zwykle dotknięci urzędnicy na wysokich stanowiskach, wymiar sprawiedliwości oraz politycy. Przyczyny tego zjawiska są nieco odmienne niż w ,,cywilizowanych” częściach świata. Od wielu lat lepiej rozwinięte państwa oraz niezliczone organizacje pomocowe jak na przykład, moja ulubiona Organizacja Narodów Zjednoczonych, bezustannie pompują w afrykę miliony dolarów. Pieniądze  te nie trafiają prosto w ręce najbardziej potrzebujących, a do pośredników i ludzi wyznaczanych przez rząd na ich najlepsze spożytkowanie. Zwykle każde z tych szczebli decyzyjności pobiera odpowiednią opłatę od sumy co sprawia że topnieje ona jak lód. Kraje afrykańskie takie jak na przykład Tanzania regularnie przyjmują datki od donorów, bo bez ich pomocy nie były by w stanie zamknąć rocznego budżetu. Takim działaniem przyzwyczajamy Afrykę do tego że jest ktoś kto zawsze ich poratuje. To jak stale podnosić przewracające się dziecko. Ale co jeżeli dziecko dojdzie do wniosku że po co ma się wysilać, skora i tak za każdym razem będziemy obok, czekając by je złapać? Europejczycy na widok zdjęcia zabrudzonego murzyniątka chętnie otwierają portfele, nie myślą o tym do czyjej kieszeni te pieniądze naprawdę trafią. Afrykanie zaczęli to dostrzegać i do dawna wykorzystują to na swoją korzyść, dlatego biały pojawiający się w afryce jest traktowany przez lokalnych jak połączenie bankomatu z kasą zapomogowo-pożyczkową.                                                                                 Nie twierdzę że Afryka nie potrzebuje pomocy, ale czy aby na pewno ta pomoc którą ofiaruje jej na co dzień biały człowiek jest tą właściwą?             

Powyższy tekst spłodziłem już pewien czas temu na potrzeby, których zupełnie już nie pamiętam. Natrafiłem na niego przypadkiem i postanowiłem zamieścić a następnie opatrzyć paroma komentarzami.
Sytuacja nieco się odwróciła, teraz to ja siedzę w Afryce i lada moment mam brać się za stawianie szkoły - bogu dzięki za cudze pieniądze. Czy moje postrzeganie problemów Afryki się zmieniło, nie wiem, jeszcze chyba na razie za wcześnie na tekie stwierdzenia gdy siedzę tu dopiero drugi tydzień. Jednak z całą pewnością cieszę się, że robię tu coś więcej niż paranie się ,,rozdawnictwem" albo ocieranie twarzy głodujących dzieci z szarańczy. Nie żebym miał coś do dzieci albo tych, którzy im pomagają, ale niezmiennie kojarzy mi się to z niesłychaną wprost obłudą (delikatnie to ujmując). Znam ludzi, którzy naprawdę pomagają, przykładem Siostry Świętej Rodziny, które prowadzą liczne szkoły a już niebawem będą moimi bliskimi sąsiadkami w Subukia. I sam nie raz podejmowałem się pomocy, w których nadrzędnym celem była pomoc dzieciom, adopcja na odległość i inne. Ale gdy słyszę jak ktoś opowiada o swojej wielkiej wyprawie do Afryki i trzymiesięcznym pobycie w jakieś zapadłej wsi na końcu świata, gdzie bawił się z dziećmi i uczył ich kolorów po angielsku, to krew mnie zalewa. Szczególnie, gdy tacy ludzie po zrobieniu sobie kilku słodkich fotek z zabłoconymi dzieciaczkami wracają do swoich korporacji i życiowych planów. Niby jest powiedziane, że świat zaczyna się zmieniać od małych rzeczy, ale jakoś mam mieszane uczucia czy gwałconej ośmiolatce do szczęścia potrzebna jest znajomość trzech barw podstawowych po angielsku. Z drugiej jednak strony gdyby w Afryce wystrzelać wszystkich gwałcących swoje dzieci ojców, braci, wujków itd., to niewiele zostałoby rąk do pracy. Jawi mi się wizja w pełni matriarchalnej Afryki, której kobiety niczym amazonki porywają mężczyzn z podbitych ziem by przedłużać swoją feministyczną utopię...ale popłynąłem. 
                       Odnoszę wrażenie, że Afryka mimo najszczerszych chęci nie dojrzała jeszcze do pomocy, jaką chcą jej zaoferować mieszkańcy starego kontynentu i cywilizacja zachodu. Liczne podejmowane próby pomocy, czy to dawanie ryby czy wędki, na ogół kończyły się fiaskiem gdy tylko dobroczyńcy odwracali na chwilę głowę. Pozostaję jednak pełen nadziei co do mojej małej misji i że nie będzie to zmarnowane osiem miesięcy. Moim zdaniem tym, co odegra najbardziej kluczową rolę w pomocy Afryce, jest czas. Czas, który nie osiągnął tu jeszcze takiej wartości rynkowej jak w innych zakątkach świata. Tak wiec miejmy nadzieję i pole pole.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz