piątek, 19 września 2014

Place full of miracles.

Od pewnego czasu w Subukia panuje głód. Uprawy kukurydzy nie tylko w naszej okolicy, ale również w całym kraju dotknęła zaraza i nie nadają się one do spożycia. Plony nigdy nie dojrzeją, a rośliny obumierają. Jedyne dwie niedotknięte plagą uprawy o jakich wiem, znajdują się w obrębie naszego sanktuarium. Chyba po raz kolejny sprawdziło się przytaczane przez ojca J zdanie: ,,It is place full of miracles”.
Jednak okoliczni mieszkańcy cierpią. Wszyscy oczekiwali zbliżających się zbiorów kukurydzy, teraz ze zbiorów nici. Kukurydza jest tutaj podstawą posiłków, a przynajmniej powinna być w tym okresie roku. Sprzyjający uprawom klimat sprawia, że w większości obszarów Kenii wegetacja trwa cały rok. Mimo to przyjęło się, że określone rzeczy sadzi się w konkretnych miesiącach. Dzięki temu plony zbiera się regularnie co parę miesięcy. Jednak sposób uprawy ziemi jest tu niedoskonały, a sami rolnicy mało przewidujący. I to właśnie doprowadza do sytuacji takich jak teraz. Jeżeli - dajmy na to - właśnie dojrzała nam fasola i inne strączkowe, to do czasu kiedy nie obrodzi kukurydza będą one stanowiły podstawę naszego pożywienia, oczywiście w połączeniu z ugali. Ale kiedy zdarzy się, że kukurydzy nie będzie, to pojawia się poważny problem, ponieważ nie ma nic innego, co było sadzone w tym samym czasie i mogło zastąpić kukurydzę. Oczywiście na skalę przydomowego ogródka czy niewielkiego poletka zdarza się, że mamy do dyspozycji zamienniki: marchew, sukumę czy ziemniaki. Poza sukumą te rzeczy są sadzone raczej niechętnie i w małych ilościach, gdyż nie mają wielkiego zastosowania w tradycyjnej kuchni kenijskiej. Dodatkowo spóźniona i nieregularna pora deszczowa w tym roku opóźniła zbiory. Mamy tu zatem do czynienia z sytuacją, która u nas zdarzała się niegdyś na tak zwanym przednówku. Zapasy w spiżarniach nieubłaganie się kurczą, a na przyszłe zbiory przyjdzie jeszcze poczekać. Takim to sposobem cena worka kukurydzy wzrosła kilkakrotnie. Co bardziej zamożni nie odczują nawet tej ,,drobnej” różnicy, podobnie jak ludność miejska, gdzie menu jest bardziej urozmaicone i różnorodne. Ludność uboga z terenów wiejskich cierpi tymczasem poważny problem głodu.
,,Przyszła do mnie kobieta. Mąż alkoholik - co nie zarobi to zaraz przepija, dzień dwa i nic mu nie zostaje na resztę miesiąca. Co nie przepije, to mu ukradną. Ma dwanaścioro dzieci, starsze już z nią nie mieszkają, pojechały szukać pracy. Ale w domu wciąż zostaje jej ósemka na utrzymaniu, najmłodsze ma chyba cztery latka. Prosiła mnie o trochę kukurydzy albo coś innego, co mogłaby dać dzieciom, mówi że odpracuje” - i odpracowuje. Siostra F. regularnie pomaga tej kobiecie, daje jej mąkę na ugali, kukurydzę czy fasolę. Kobieta pomaga w ogrodzie po kilka godzin dziennie, popołudniami wraca do siebie i przygotowuje coś dla dzieci. Nie chodzi o to, żeby cokolwiek odpracowywała. Oprócz samego jedzenia siostra daje jej również inne artykuły: przyprawy i leki - gdy któreś z dzieci jest chore. Tłumaczy kobiecie co gotować i jak, żeby wyszło więcej i na dłużej starczyło. Nie może jednak oddawać jej niczego ,,za darmo”, bo nim by się obejrzała, miałaby cały tłum ludzi proszących o pomoc, a pomocy może udzielić tylko najbardziej potrzebującym. A czasem i dla tych nie starcza.
Siostra prowadzi tu swojego rodzaju reformację na małą skalę naszej subukijskiej społeczności. Nie ma co prawda takiego szerokiego grona odbiorców, co nasi zakonnicy, którzy weekend w weekend przyjmują setki pielgrzymów i zatrudniają z pół setki pracowników. Stara się raczej dotrzeć do tych, z którymi ma bezpośredni kontakt: swoich pracowników, sąsiadów, ludzi którym udziela regularnej pomocy medycznej czy współsióstr z własnego zgromadzania, mieszkających poza Subukia. Tłumaczy w jaki sposób należy uprawić ogród czy pole, co warto hodować i w jakiej ilości by wystarczyło na zróżnicowany posiłek. Jak dbać o odzież, żeby dzieciaki nie biegały w wiecznie podartych ubraniach. Jak należy pielęgnować drobne rany by nie skończyło się to gangreną. W Polsce wydałoby się to banalne, ale tutaj taki rodzaj pomocy naprawdę ma wielkie znaczenie. ,,Ty nie zawracaj Panu Bogu głowy swoimi modlitwami, on tutaj nie ma czasu na nasze intencje. On musi czuwać nad nimi na każdym kroku, żeby sami sobie nie zrobili krzywdy.”- powiedział raz siostrze ojciec R.

***
Drugim wątkiem, jaki chciałem poruszyć przy okazji tego wpisu, jest - i tu się nieco pochwalę – fakt, że małymi kroczkami zbliżam się do magicznej granicy tysiąca wyświetleń. Przyznam się, że jestem nieco zaskoczony, iż moja inicjatywa w prowadzeniu tego bloga przetrwała aż tak długo. Tak więc, zgodnie z ogólnointernetową tradycją, w dniu przekroczenia pierwszej tysiączki powinienem zamieścić coś w stylu mojej rozbieranej selfie jako wyrazu wdzięczności lub czegoś równie banalnego. Na to bym się jednak nie nastawiał, na razie nie wiem jeszcze czy kolejne wpisy będą różnić się czymkolwiek od poprzednich i czy potysięcznowejściowy post będzie zawierał jakikolwiek bonus. Na chwilę obecną mogę tylko dodać, że w przeciwieństwie do strony głównej, dział Czarne Myśli  nie cieszy się popularnością i że obecnie wprowadzam ostanie poprawki do działu z moimi tekstami do pobrania. Z góry chciałbym przeprosić tych, którzy sięgnęli do tych tekstów przed ostateczną korektą.

- Bartosz P.

1 komentarz: