poniedziałek, 22 września 2014

Four angry men.

Z pierwszej strony wczorajszej gazety spoglądają na mnie portrety czterech mężczyzn, nagłówek mówi: ,,Westgate killers unmasked”. Artykuł ukazał się w pierwszą rocznicę ataku, gazeta trafiła w moje ręce z jednodniowym opóźnieniem, nie byłem pierwszy w kolejce do jej przeczytania. Ale oto jest i spoczywa na moich kolanach gdy piszę ten ,,artykuł”.

,,One year ago today, these four man aged
between 19 and 23 raided Westgate Mall in
Nairobi and butchered 67 innocent men,
women and children. The four enjoyed a chain
of support right up to the Al-Shabaab high
command. We Bring you new details of the
planning and execution of heinous assault.” - M. Munene, Unamsked: Faces of Westgate killers w: Sunday Nation, 2014r., Nr.18065

Na czterech powiększonych fotografiach paszportowych widnieją twarze zamachowców, żadna z nich niczym się nie wyróżnia. Wyglądają całkowicie zwyczajnie, twarze jakich widuję dziesiątki czy setki podczas każdej wyprawy do Nakuru. Autor czytanego przeze mnie artykułu opisuje to zajście sprzed roku, jako jeden z najstraszniejszych ,,ataków” jaki miał miejsce na kenijskiej ziemi. Następnie ujawnia kulisy współpracy Kenii i Somalii nad dochodzeniem mającym ujawnić tożsamość zamachowców. Wszyscy czterej zostają wymienieni z imienia i nazwiska. Zidentyfikowani jako Somalijczycy lub somalijscy uchodźcy, udało się nawet ustalić, że jeden spośród nich jest obywatelem Norwegii. Powiązani z najwyższymi szczeblami Al - Shabaab.
Artykuł zaznajamia nas krok po kroku z poczynaniami zamachowców od czasu jak opuścili oni obóz, gdzie byli szkoleni w Somalii aż do dnia kiedy doszło do zamachu. Udało się to dzięki aresztowaniu i przesłuchaniu czterech innych członków organizacji, których zadaniem było zaopatrzenie zamachowców w umożliwiające im poruszanie się po kraju kenijskie dokumenty oraz udzielenie im schronienia. Dzięki temu udało się dość dokładnie określić trasę ich podróży kierując się śladem ,,wypływających” dokumentów, którymi posługiwali się rejestrując telefony komórkowe czy ubezpieczając samochody. Wszytko wskazuje na to, że z rodzimej Somalii dostali się oni wpierw samolotem do Ugandy, a następnie stamtąd zostali sekretnie przetransportowani do Kenii. W której rozpoczęli przygotowania do ataku
Na następnej stronie znajduje się artykuł, który jest sprawozdaniem byłego oficera GSU - General Service Unit - dotyczące ataku z ubiegłego roku.
,,W południe 21 września, byłem w swoim domu, gdy zobaczyłem informację w wiadomościach. Przykuła moją uwagę. Mówiła o strzelaninie w Westgate Mall - prawdopodobnie napad rabunkowy - ale nie byłem przekonany, przeczuwałem że to może być coś więcej.” - James Mwaniki.
Z relacji senior assistent commissionera Mwaniki, od momentu kiedy usłyszał o strzelaninie w wiadomościach bardzo się całą sprawą zaniepokoił. Próbował telefonicznie skontaktować się ze swoimi zwierzchnikami i przekazać wiadomość wyżej, ale ich telefony nie odpowiadały, a jedyne informacje zwrotne jakie otrzymywał mówiły o napadzie rabunkowym, którym - jak go zapewniano - zajęła się już zwykła policja. Mimo to nie ustępował i postanowił udać się do centrum handlowego osobiście. Na miejsce dotarł już po dwóch godzinach od dowiedzenia się o całym zajściu z wiadomości.
,,Byłem na miejscu jednym z pierwszych funkcjonariuszy wyższego stopnia.”- czytamy w artykule. Do środka wkroczył około 14:30, na czele pojedynczej linii policjantów mających zaprowadzić porządek. Już wtedy wiedział, że padło podejrzenie, że mogą mieć do czynienia z atakiem terrorystycznym.
,,Na podłodze leżały dziesiątki zakrwawionych ciał, do niektórych strzelano wielokrotnie. Podłoga była śliska pod naszymi nogami. To byli nieuzbrojeni cywile, których jedynym błędem było to, że tego dnia znaleźli się w centrum handlowym.”
Po kilku chwilach ,,przeczesywania” centrum, ktoś otworzył do nich ogień z wyższych pięter.
,, And it was not a light gunfire!”- podaje oficer. Nie udało im się dojrzeć, kto był napastnikiem, ale sadząc po umundurowaniu mogło to być jedynie wojsko, które wkroczyło do budynku przed nimi. Mwaniki nie został jednak poinformowany o tym. Czy zatem byli to terroryści? Członek tajnych służb próbował dać znać ostrzeliwującym go z piętra żołnierzom, że są policjantami, ale jak twierdzi - jego głos tonął w huku wystrzałów. Wraz z odziałem został zmuszony do wycofania się przed gmach budynku, zabierając ze sobą trzech ciężko rannych policjantów, których dosięgły kule żołnierzy. Po wydostaniu się na zewnątrz, wraz z całą resztą czekali aż do godziny piątej po południu, do przybycia wojska i majora, który przejął dowództwo i odmówił współpracy z Jamesem Mwaniki.
,,Nawet należąc do rożnych agencji uznałem, że jestem wyższy stopniem niż major. Ale major chciał dowodzić, powiedziałem mu żeby porozmawiał z moim przełożonym, ale on nie chciał słuchać.”
Z relacji naszego bohatera dowiadujemy się również, że przez następne SZEŚĆ DNI trwania oblężenia centrum handlowego ani razu nie wszedł już do środka. Jego zadaniem było zdawanie raportów z sytuacji swoim zwierzchnikom. W tych obowiązkach niekiedy zastępowali go inni funkcjonariusze GSU. Podczas tych kilku dni dowiedział się on również, że w trakcie ,,akcji ratunkowej” śmierć poniosło kilku żołnierzy. Jednym z nich okazał się jego przybrany brat. Musiał osobiście udać się do kostnicy by zidentyfikować ciało, podczas gdy koledzy zastępowali go w obowiązkach.
By udać się na pogrzeb brata podczas trwania swojej służby, musiał on otrzymać zgodę swojego przełożonego. Został zaproszony do gabinetu swojego szefa, gdzie otrzymał list - było to dyscyplinarne zwolnienie z funkcji jaką do tej pory pełnił, powodem było nadużywanie alkoholu, które obniżyło wydajność pełnionych przez niego obowiązków. Szef jednak pozwolił mu zatrzymać służbowe auto jeszcze do końca weekendu. W pozostałej części artykułu, były członek tajnych służb spekuluje nad tym jak przebiegłaby akcja, gdyby od początku dowodził nią ktoś z jego agencji. Zarzuca również swoim przełożonym nieuczciwość, bo choć czytając artykuł możemy mieć wrażenie, że nasz bohater jest tutaj ofiarnym kozłem i poszkodowanym, a rezygnację wręczono mu by ,,ukarać winnych niekompetencji”, to sam bohater wyznaje, że dokument o jego zwolnieniu został wystawiony - i tu uwaga, bo sam doczytywałem to kilkakrotnie by się nie pomylić....wierzyć się mi się nie chciało....- został wystawiony 3 września 2013 roku. Zebranie komisji, która zdecydowała o jego prawomocności, odbyło się 11 września 2013 roku. To znaczy, że gdy 21 września 2013 roku James Mwaniki udał się do centym handlowego by interweniować i poprowadził do środka oddział policjantów, od dziesięciu dni był, technicznie rzecz biorąc, niepoinformowanym bezrobotnym, w istocie podszywającym się (choć bezwiednie) za oficera tajnych służb. Gdy kończyłem czytać tan artykuł byłem pełen podziwu dla człowieka, który go napisał i dla samego pana Mwaniki, który w takiej sytuacji zgodził się wystąpić w roli ofiary. W każdym normalnym kraju już dawno zostałyby wyciągnięte konsekwencje względem przełożonych pana Mwaniki, którzy dopuścili do takiej sytuacji. Tymczasem głównym przesłaniem artykułu jest to, że pan Mwaniki narażał własne życie w – uwaga - walce z terrorystami, podczas gdy nie było to już jego obowiązkiem i ma żal do przełożonych, że nie poinformowali go wcześniej?
A co z rannymi policjantami, którzy wkroczyli do centrum pod jego rozkazami?
Na koniec pozwolę sobie po raz ostatni zacytować pana Jamesa Mwaniki:
,,W gruncie rzeczy, to cieszy mnie w byciu Kenijczykiem to, że w czasie prób jak oblężenie Westegate, wszyscy łączymy się. Nie było dnia podczas tej operacji żeby jakiemukolwiek funkcjonariuszowi brakowało jedzenia, wody czy soft - drinków, które stale zapewniali nam dobroczyńcy.”

Przypomnę tylko jeszcze, że żadnego z terrorystów nie udało się ująć podczas operacji i oficjalnie po dziś dzień pozostają na wolności. Jak mówi, najbardziej wiarygodna wersja - opuścili oni centrum nieuzbrojeni wraz z wcześniejszymi zakładnikami, jeszcze na długo przed przybyciem policji czy wojska. Która następnie przez kilka dni i nocy skrupulatnie ograbiała sklepowe półki i wystawy, najwidoczniej strzelając do siebie nawzajem.


1 komentarz: