Z pierwszej strony
wczorajszej gazety spoglądają na mnie portrety czterech mężczyzn,
nagłówek mówi: ,,Westgate killers unmasked”. Artykuł ukazał
się w pierwszą rocznicę ataku, gazeta trafiła w moje ręce z
jednodniowym opóźnieniem, nie byłem pierwszy w kolejce do jej
przeczytania. Ale oto jest i spoczywa na moich kolanach gdy piszę
ten ,,artykuł”.
,,One
year ago today, these four man aged
between
19 and 23 raided Westgate Mall in
Nairobi
and butchered 67 innocent men,
women and
children. The four enjoyed a chain
of
support right up to the Al-Shabaab high
command.
We Bring you new details of the
planning
and execution of heinous assault.” - M. Munene, Unamsked: Faces
of Westgate killers w: Sunday
Nation, 2014r., Nr.18065
Na
czterech powiększonych fotografiach paszportowych widnieją twarze
zamachowców, żadna z nich niczym się nie wyróżnia. Wyglądają
całkowicie zwyczajnie, twarze jakich widuję dziesiątki czy setki
podczas każdej wyprawy do Nakuru. Autor czytanego przeze mnie
artykułu opisuje to zajście sprzed roku, jako jeden z
najstraszniejszych ,,ataków” jaki miał miejsce na kenijskiej
ziemi. Następnie ujawnia kulisy współpracy Kenii i Somalii nad
dochodzeniem mającym ujawnić tożsamość zamachowców. Wszyscy
czterej zostają wymienieni z imienia i nazwiska. Zidentyfikowani
jako Somalijczycy lub somalijscy uchodźcy, udało się nawet
ustalić, że jeden spośród nich jest obywatelem Norwegii.
Powiązani z najwyższymi szczeblami Al - Shabaab.
Artykuł
zaznajamia nas krok po kroku z poczynaniami zamachowców od czasu jak
opuścili oni obóz, gdzie byli szkoleni w Somalii aż do dnia kiedy
doszło do zamachu. Udało się to dzięki aresztowaniu i
przesłuchaniu czterech innych członków organizacji, których
zadaniem było zaopatrzenie zamachowców w umożliwiające im
poruszanie się po kraju kenijskie dokumenty oraz udzielenie im
schronienia. Dzięki temu udało się dość dokładnie określić
trasę ich podróży kierując się śladem ,,wypływających”
dokumentów, którymi posługiwali się rejestrując telefony
komórkowe czy ubezpieczając samochody. Wszytko wskazuje na to, że
z rodzimej Somalii dostali się oni wpierw samolotem do Ugandy, a
następnie stamtąd zostali sekretnie przetransportowani do Kenii. W
której rozpoczęli przygotowania do ataku
Na
następnej stronie znajduje się artykuł, który jest sprawozdaniem
byłego oficera GSU - General Service Unit - dotyczące ataku z
ubiegłego roku.
,,W
południe 21 września, byłem w swoim domu, gdy zobaczyłem
informację w wiadomościach. Przykuła moją uwagę. Mówiła o
strzelaninie w Westgate Mall - prawdopodobnie napad rabunkowy - ale
nie byłem przekonany, przeczuwałem że to może być coś więcej.”
- James Mwaniki.
Z
relacji senior assistent commissionera Mwaniki, od momentu kiedy
usłyszał o strzelaninie w wiadomościach bardzo się całą sprawą
zaniepokoił. Próbował telefonicznie skontaktować się ze swoimi
zwierzchnikami i przekazać wiadomość wyżej, ale ich telefony nie
odpowiadały, a jedyne informacje zwrotne jakie otrzymywał mówiły
o napadzie rabunkowym, którym - jak go zapewniano - zajęła się
już zwykła policja. Mimo to nie ustępował i postanowił udać się
do centrum handlowego osobiście. Na miejsce dotarł już po dwóch
godzinach od dowiedzenia się o całym zajściu z wiadomości.
,,Byłem
na miejscu jednym z pierwszych funkcjonariuszy wyższego stopnia.”-
czytamy w artykule. Do środka wkroczył około 14:30, na czele
pojedynczej linii policjantów mających zaprowadzić porządek. Już
wtedy wiedział, że padło podejrzenie, że mogą mieć do czynienia
z atakiem terrorystycznym.
,,Na
podłodze leżały dziesiątki zakrwawionych ciał, do niektórych
strzelano wielokrotnie. Podłoga była śliska pod naszymi nogami. To
byli nieuzbrojeni cywile, których jedynym błędem było to, że
tego dnia znaleźli się w centrum handlowym.”
Po
kilku chwilach ,,przeczesywania” centrum, ktoś otworzył do nich
ogień z wyższych pięter.
,, And
it was not a light gunfire!”- podaje oficer. Nie udało im się
dojrzeć, kto był napastnikiem, ale sadząc po umundurowaniu mogło
to być jedynie wojsko, które wkroczyło do budynku przed nimi.
Mwaniki nie został jednak poinformowany o tym. Czy zatem byli to
terroryści? Członek tajnych służb próbował dać znać
ostrzeliwującym go z piętra żołnierzom, że są policjantami, ale
jak twierdzi - jego głos tonął w huku wystrzałów. Wraz z
odziałem został zmuszony do wycofania się przed gmach budynku,
zabierając ze sobą trzech ciężko rannych policjantów, których
dosięgły kule żołnierzy. Po wydostaniu się na zewnątrz, wraz z
całą resztą czekali aż do godziny piątej po południu, do
przybycia wojska i majora, który przejął dowództwo i odmówił
współpracy z Jamesem Mwaniki.
,,Nawet
należąc do rożnych agencji uznałem, że jestem wyższy stopniem
niż major. Ale major chciał dowodzić, powiedziałem mu żeby
porozmawiał z moim przełożonym, ale on nie chciał słuchać.”
Z
relacji naszego bohatera dowiadujemy się również, że przez
następne SZEŚĆ DNI trwania oblężenia centrum handlowego ani razu
nie wszedł już do środka. Jego zadaniem było zdawanie raportów z
sytuacji swoim zwierzchnikom. W tych obowiązkach niekiedy
zastępowali go inni funkcjonariusze GSU. Podczas tych kilku dni
dowiedział się on również, że w trakcie ,,akcji ratunkowej”
śmierć poniosło kilku żołnierzy. Jednym z nich okazał się jego
przybrany brat. Musiał osobiście udać się do kostnicy by
zidentyfikować ciało, podczas gdy koledzy zastępowali go w
obowiązkach.
By
udać się na pogrzeb brata podczas trwania swojej służby, musiał
on otrzymać zgodę swojego przełożonego. Został zaproszony do
gabinetu swojego szefa, gdzie otrzymał list - było to dyscyplinarne
zwolnienie z funkcji jaką do tej pory pełnił, powodem było
nadużywanie alkoholu, które obniżyło wydajność pełnionych przez
niego obowiązków. Szef jednak pozwolił mu zatrzymać służbowe
auto jeszcze do końca weekendu. W pozostałej części artykułu,
były członek tajnych służb spekuluje nad tym jak przebiegłaby
akcja, gdyby od początku dowodził nią ktoś z jego agencji.
Zarzuca również swoim przełożonym nieuczciwość, bo choć
czytając artykuł możemy mieć wrażenie, że nasz bohater jest
tutaj ofiarnym kozłem i poszkodowanym, a rezygnację wręczono mu by
,,ukarać winnych niekompetencji”, to sam bohater wyznaje, że
dokument o jego zwolnieniu został wystawiony - i tu uwaga, bo sam
doczytywałem to kilkakrotnie by się nie pomylić....wierzyć się
mi się nie chciało....- został wystawiony 3 września 2013 roku.
Zebranie komisji, która zdecydowała o jego prawomocności, odbyło
się 11 września 2013 roku. To znaczy, że gdy 21 września 2013
roku James Mwaniki udał się do centym handlowego by interweniować
i poprowadził do środka oddział policjantów, od dziesięciu dni
był, technicznie rzecz biorąc, niepoinformowanym bezrobotnym, w
istocie podszywającym się (choć bezwiednie) za oficera tajnych
służb. Gdy kończyłem czytać tan artykuł byłem pełen podziwu
dla człowieka, który go napisał i dla samego pana Mwaniki, który
w takiej sytuacji zgodził się wystąpić w roli ofiary. W każdym
normalnym kraju już dawno zostałyby wyciągnięte konsekwencje
względem przełożonych pana Mwaniki, którzy dopuścili do takiej
sytuacji. Tymczasem głównym przesłaniem artykułu jest to, że pan
Mwaniki narażał własne życie w – uwaga - walce z terrorystami,
podczas gdy nie było to już jego obowiązkiem i ma żal do
przełożonych, że nie poinformowali go wcześniej?
A co z
rannymi policjantami, którzy wkroczyli do centrum pod jego
rozkazami?
Na
koniec pozwolę sobie po raz ostatni zacytować pana Jamesa Mwaniki:
,,W
gruncie rzeczy, to cieszy mnie w byciu Kenijczykiem to, że w czasie
prób jak oblężenie Westegate, wszyscy łączymy się. Nie było
dnia podczas tej operacji żeby jakiemukolwiek funkcjonariuszowi
brakowało jedzenia, wody czy soft - drinków, które stale
zapewniali nam dobroczyńcy.”
Przypomnę
tylko jeszcze, że żadnego z terrorystów nie udało się ująć
podczas operacji i oficjalnie po dziś dzień pozostają na wolności.
Jak mówi, najbardziej wiarygodna wersja - opuścili oni centrum
nieuzbrojeni wraz z wcześniejszymi zakładnikami, jeszcze na długo
przed przybyciem policji czy wojska. Która następnie przez kilka
dni i nocy skrupulatnie ograbiała sklepowe półki i wystawy,
najwidoczniej strzelając do siebie nawzajem.

T.I.A.
OdpowiedzUsuń