sobota, 19 kwietnia 2014

Wielka Sobota




Dziś stanęliśmy przed trudnym wyzwaniem przygotowania wielkanocnego koszyczka na Czarnym Lądzie. Na popołudnie byliśmy umówieni ze znajomym Ojcem, który będąc w okolicy stwierdził, że chętnie poświęci dla nas pokarmy.
No i właśnie tu zaczyna się problem - co by tu do takiego koszyczka upchnąć? Sól i pieprz to nie problem. Biała kiełbasa? Nie ma. Chrzan? Nie ma. No to może jajka? Te udało nam się zdobyć, wiec kilka z nich wylądowało w koszyczku. Dzięki inwencji Kasi, zafarbowaliśmy je barwnikami przeznaczonymi do ciast. Ale nadal jakoś pusto. Pieczywo? Też jest, no to pakujemy kilka kromek. Kiełbasę zastąpiliśmy przywiezionymi przez jakiegoś uczynnego znajomego kabanosami, specjalnie zaoszczędzonymi na taką właśnie okazję. Niestety nie ma co liczyć na cukrowego baranka czy nawet czekoladowego zająca. Barwinek do przyozdobienia koszyczka? Nie ma, wsadziliśmy kawałek zerwanego z palmy liścia i jakieś zielsko z ogrodu. Wyszło naprawdę nie najgorzej.
Święconka.
Plany na resztę dnia nieco pokrzyżowała nam afrykańska pora deszczowa, no ale co tu robić. Wyjazd nad jezioro Wiktoria skończył się zakupami na przydrożnym bazarze.  

Zakup ryb.

Mięsny.

Esmeralda.

Złe dziu-dziu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz