piątek, 4 kwietnia 2014

Projekt ruszył pełną parą.


Po spotkaniu z kontraktorami i podwykonawcami projektu w Subukia, które odbyło się w środę, wreszcie wiemy na czym stoimy i dysponujemy jakimiś konkretnymi informacjami na temat przyszłości projektu. Została wyznaczona data rozpoczęcia budowy a na naszych barkach, to jest moich i mojej współpracownicy, spoczął ciężar dopełnienia pewnych formalności. Nie mogę oczywiście zapomnieć o roli, jaką w całym projekcie ma odegrać wsparcie naszego partnera lokalnego - Franciszkanie Kenia. Niezastąpiony Ojciec Kazimierz przywiózł nas do Nairobi gdzie od rana zajmujemy się dziś pracą dotycząca projektu a głównie jego promocji i tłumaczenia dotyczących go dokumentów by nasi czarnoskórzy przyjaciele też mogli mieć z nich jakiś użytek. W zajmowanym przez nas pokoiku na Sauth C urządziliśmy sobie bazę operacyjną. Po małym przemeblowaniu wstawiliśmy jedyne w pokoju biurko pomiędzy dwa łóżka tak byśmy obydwoje mieli do niego dostęp. Na trzy znajdujące się w pokoju gniazdka działają dwa, co na warunki afrykańskie i tak jest niezłym wynikiem. Regularnie musimy zmieniać kable w gniazdkach tak by podtrzymać przy życiu dwa laptopy, bez których praca byłaby niemożliwa. Dziś mamy piątek a zatem mieszkając i żyjąc wspólnie z Franciszkanami, wspólnie z nimi pościmy, nie ma co nastawiać się dziś na mięsko. Lukę w jadłospisie sumiennie wypełniam kawą, po niedospanej nocy jest ona moją najlepsza przyjaciółką, no może drugą najlepszą, zaraz po mojej niezrównanej wolontariuszce. Kolejne mijające godziny sygnalizuje nam głos krzykaczy z pobliskich minaretów. Miejsce, w którym się zatrzymaliśmy jest dosłownie otoczone przez trzy meczety, od których dzieli nas zaledwie mur. Ich śpiewy zaczynają doprowadzać nas już do szału, sąsiadujący z nami wyznawcy Allaha zapomnieli skonsultować się co do repertuaru tak więc co kilka godzin rozlega się litania z trzech gardeł naraz, zlewająca się w ogólny hałas, wygrywa ten kto ma najmocniejsze głośniki. Na domiar złego lokalne psy wtórują naszym śpiewakom i wspierają ich w potępieńczym zawodzeniu. W  świetle ostatnich ataków organizowanych przez Muzułmanów w całej Kenii, w tym również w stolicy, tak bliskie sąsiedztwo meczetów, no cóż...Ojciec Kazimierz wytłumaczył mi jednak wczoraj, że raczej nie mamy się czego obawiać.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz