Po spotkaniu
z kontraktorami i podwykonawcami projektu w Subukia, które odbyło się w środę,
wreszcie wiemy na czym stoimy i dysponujemy jakimiś konkretnymi informacjami na
temat przyszłości projektu. Została wyznaczona data rozpoczęcia budowy a na
naszych barkach, to jest moich i mojej współpracownicy, spoczął ciężar
dopełnienia pewnych formalności. Nie mogę oczywiście zapomnieć o roli, jaką w
całym projekcie ma odegrać wsparcie naszego partnera lokalnego - Franciszkanie
Kenia. Niezastąpiony Ojciec Kazimierz przywiózł nas do Nairobi gdzie od rana
zajmujemy się dziś pracą dotycząca projektu a głównie jego promocji i
tłumaczenia dotyczących go dokumentów by nasi czarnoskórzy przyjaciele też
mogli mieć z nich jakiś użytek. W zajmowanym przez nas pokoiku na Sauth C
urządziliśmy sobie bazę operacyjną. Po małym przemeblowaniu wstawiliśmy jedyne
w pokoju biurko pomiędzy dwa łóżka tak byśmy obydwoje mieli do niego dostęp. Na
trzy znajdujące się w pokoju gniazdka działają dwa, co na warunki afrykańskie i
tak jest niezłym wynikiem. Regularnie musimy zmieniać kable w gniazdkach tak by
podtrzymać przy życiu dwa laptopy, bez których praca byłaby niemożliwa. Dziś
mamy piątek a zatem mieszkając i żyjąc wspólnie z Franciszkanami, wspólnie z
nimi pościmy, nie ma co nastawiać się dziś na mięsko. Lukę w jadłospisie
sumiennie wypełniam kawą, po niedospanej nocy jest ona moją najlepsza przyjaciółką,
no może drugą najlepszą, zaraz po mojej niezrównanej wolontariuszce. Kolejne
mijające godziny sygnalizuje nam głos krzykaczy z pobliskich minaretów. Miejsce,
w którym się zatrzymaliśmy jest dosłownie otoczone przez trzy meczety, od
których dzieli nas zaledwie mur. Ich śpiewy zaczynają doprowadzać nas już do
szału, sąsiadujący z nami wyznawcy Allaha zapomnieli skonsultować się co do repertuaru
tak więc co kilka godzin rozlega się litania z trzech gardeł naraz, zlewająca
się w ogólny hałas, wygrywa ten kto ma najmocniejsze głośniki. Na domiar złego
lokalne psy wtórują naszym śpiewakom i wspierają ich w potępieńczym zawodzeniu.
W świetle ostatnich ataków organizowanych przez Muzułmanów w całej Kenii,
w tym również w stolicy, tak bliskie sąsiedztwo meczetów, no cóż...Ojciec
Kazimierz wytłumaczył mi jednak wczoraj, że raczej nie mamy się czego obawiać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz